Uh jestem wściekła.
No może nie za bardzo, ale jestem.
Ogólnie wczoraj były konsultacje.
Załamie się kiedyś.
Ale na szczęście poszła mama no i ogólnie było w miarę spokojnie, no bo w sumie nie mam aż takich złych tych ocen.
Wczoraj mieliśmy angielski no i się zdenerwowałam.
Staram się uczyć tego języka tzn. ja tam umiem tyle ile umiem i nie narzekam, czasem nawet nie potrzebuję tłumaczenia do seriali itd, ale jak mam się sama produkować...
Dobra wracając do lekcji.
Siedzimy rozwiązujemy jakieś ćwiczenia, czytamy teksty... no jak zwykle.
Ja siedzę sama.
Dwie moje koleżanki siedzą na drugim końcu klasy i sobie gadają w najlepsze. Mnie to wali w sumie, siedzę i staram się uważać.
No i nabierając minimalnej pewności zgłaszam się do przeczytania fragmentu tekstu.
Dobra czytam, powoli i nagle słyszę coraz głośniejsze szepty i śmiechy ze strony koleżanek. Robiły sobie ze mnie jaja.
No niby nic, ale ja jestem trochę wrażliwa na punkcie tego czytania itd.
No bo tak, jestem dyslektykiem i ogólnie jak czytam sama dla siebie, to wychodzi mi szybko, idealnie i wgl ale jak mam kurwa czytać przed tymi bałwanami... Jąkam się, gubię litery itd. To jest okropne. A one, moje jedne z lepszych koleżanek, robią sobie jaja. Ze mnie.
To mnie dość mocno ugodziło, a one dobrze wiedzą, że to jest mój wrażliwy punkt.
Ach dobra wygadałam się, trochę mi lepiej.
Ja nie wiem, może niby teoretycznie mam więcej czasu na testach itd. ale przez tą dysleksję czuję się cholernie źle. Tak jakbym była gorsza czy coś. A tak na prawdę nie mam praktycznie żadnych luzów, tylko chodzę na jakieś głupie zajęcia dodatkowe. Jak bym była upośledzona czy opóźniona w rozwoju.
Jak się wkurzę to jest jeszcze gorzej.
Jąkam się i ogólnie czuję, że mój aparat mowy nie nadąża za mózgiem.
A potem są wonty, że wiem, ale się nie zgłaszam, nic nie mówię.
Czasami po prostu lepiej jest siedzieć cicho, niż żeby mieli z ciebie ubaw przez tydzień.
Coś mi ostatnio smutno jest.
Znowu nie poszłam do szkoły.
Płakałam przez pół nocy, bo ojciec znowu się na mnie wyżywał psychicznie i wszystko się ogólnie skumulowało z problemami w szkole i z kolegami, którzy są debilami.
Ach... masakra.
No może nie za bardzo, ale jestem.
Ogólnie wczoraj były konsultacje.
Załamie się kiedyś.
Ale na szczęście poszła mama no i ogólnie było w miarę spokojnie, no bo w sumie nie mam aż takich złych tych ocen.
Wczoraj mieliśmy angielski no i się zdenerwowałam.
Staram się uczyć tego języka tzn. ja tam umiem tyle ile umiem i nie narzekam, czasem nawet nie potrzebuję tłumaczenia do seriali itd, ale jak mam się sama produkować...
Dobra wracając do lekcji.
Siedzimy rozwiązujemy jakieś ćwiczenia, czytamy teksty... no jak zwykle.
Ja siedzę sama.
Dwie moje koleżanki siedzą na drugim końcu klasy i sobie gadają w najlepsze. Mnie to wali w sumie, siedzę i staram się uważać.
No i nabierając minimalnej pewności zgłaszam się do przeczytania fragmentu tekstu.
Dobra czytam, powoli i nagle słyszę coraz głośniejsze szepty i śmiechy ze strony koleżanek. Robiły sobie ze mnie jaja.
No niby nic, ale ja jestem trochę wrażliwa na punkcie tego czytania itd.
No bo tak, jestem dyslektykiem i ogólnie jak czytam sama dla siebie, to wychodzi mi szybko, idealnie i wgl ale jak mam kurwa czytać przed tymi bałwanami... Jąkam się, gubię litery itd. To jest okropne. A one, moje jedne z lepszych koleżanek, robią sobie jaja. Ze mnie.
To mnie dość mocno ugodziło, a one dobrze wiedzą, że to jest mój wrażliwy punkt.
Ach dobra wygadałam się, trochę mi lepiej.
Ja nie wiem, może niby teoretycznie mam więcej czasu na testach itd. ale przez tą dysleksję czuję się cholernie źle. Tak jakbym była gorsza czy coś. A tak na prawdę nie mam praktycznie żadnych luzów, tylko chodzę na jakieś głupie zajęcia dodatkowe. Jak bym była upośledzona czy opóźniona w rozwoju.
Jak się wkurzę to jest jeszcze gorzej.
Jąkam się i ogólnie czuję, że mój aparat mowy nie nadąża za mózgiem.
A potem są wonty, że wiem, ale się nie zgłaszam, nic nie mówię.
Czasami po prostu lepiej jest siedzieć cicho, niż żeby mieli z ciebie ubaw przez tydzień.
Coś mi ostatnio smutno jest.
Znowu nie poszłam do szkoły.
Płakałam przez pół nocy, bo ojciec znowu się na mnie wyżywał psychicznie i wszystko się ogólnie skumulowało z problemami w szkole i z kolegami, którzy są debilami.
Ach... masakra.





-
Angie Evans:
Pokaż wszystkie (1) ›